sobota, 29 listopada 2014

Rozdział I

3 Stycznia 2014 r.

Dziś znowu czułam się słabo ale myśl że wstaje by iść do szkoły podnosiła mnie na duchu. Uwielbiałam moją klasę i każdy to wiedział. Zjadłam szybko śniadanie i pojechałam rowerem do szkoły trzy ulice dalej. 
Na lekcjach było zabawnie, jak zwykle. Pani Klupe była fajną nauczycielką. Ucieszyłam się kiedy nadeszła lekcja w-f'u. Przebrałam się i wraz z klasa wyszliśmy na boisko. 
-Dwa okrążenia wokół boiska i możemy zaczynać grać!-powiedział Pan Joan. 
Posłusznie zrobiliśmy szybką rozgrzewkę i wreszcie mogliśmy zagrać. 
Rozpoczął się mecz. Musieliśmy trenować, ponieważ za trzy miesiące mieliśmy ważny mecz. Był to ostatni mecz zagrany pod dowództwem Pana Joana ponieważ po wakacjach odchodziliśmy z tej szkoły. Najlepsze było to że obiecaliśmy sobie całą klasa że pójdziemy do tego samego liceum. Przynajmniej tyle. Na prawdę bardzo lubiłam moją klasę. Co prawda nie za bardzo przepadałam na Joep'em i jego paczką ale sami sobie na to zapracowali. 
Tego dnia mecz był jakiś dziwny. Joep jak zwykle myślał że jest najlepszy. Był dobry, tego nie mogę zaprzeczyć ale nie był najlepszy i drużyna nie składała sie tylko z niego jak to on myślał. To była gra zespołowa a nie solowa ale najwyraźniej do niego to nie docierało. 
Niestety gra potoczyła sie tak że piłka którą kopnął Joep uderzyła mnie w tył głowy. Upadłam na trawnik. Ten niefortunny wypadek skończył się tak że poleciała mi krew z nosa. Pan Joan szybko podbiegł do mnie. Zabrano mnie z boiska do szkolnej higienistki. Nie byłam z tego powodu zadowolona. Pani Emma zatamowała krwotok z nosa i po chwili byłam już wolna. 
Po szkole wróciłam do domu a wraz ze mną moja przyjaciółka Klara. Rodzice pozwolili jej przyjść do mnie po szkole. Cieszyłam sie z tego powodu. 
Spędziłyśmy miło czas. Rozmawiałyśmy, słuchałyśmy muzyki, tańczyłyśmy, śmiałyśmy się. Było na prawdę fajnie. 
A teraz jest już wieczór i leżę w łóżku. Jestem zmęczona dlatego kończę. Do jutra. 

piątek, 21 lutego 2014

Prolog

Wszystko wydawało się normalne, takie samo. Ludzie, których widziałem za oknem spacerowali, tak jak dawniej ulicami. Ptaki, tak jak zawsze szybowały nad koronami drzew śpiewając swoje ptasie melodie. Samochody pojawiały się i znikały za zakrętami. Niebo miało ten sam błękit. Jednak coś się zmieniło. Mało, kto odczuwał tę zmianę, jednak ludzie, którzy mnie otaczali wiedzieli, o co chodzi. Wszyscy czuliśmy tę dziwną i smutną pustkę w sercach pozostawioną po odejściu tego czegoś. Było, to bolesne uczucie. Przynosiło ze sobą ból, łzy i miliony pytań i pretensji do życia. Jednak nie nadchodziła żadna odpowiedź. 
-Joep?-z myśli wyrwał mnie melodyjny głos Pani Klupe. 
Tak jak każdego i ją dręczyła ta pustka. 
-Tak?-byłem zdezorientowany. 
-Mógłbyś odpowiedzieć na moje pytanie?
Wszyscy w klasie spojrzeli na mnie. Westchnąłem. 
-Oh.. Joep.. rozumiem wszystko, ale życie toczy się dalej. -powiedziała z czułością. 
-Przepraszam.
-Margaret? A ty odpowiesz na moje pytanie?- nauczycielka kontynuowała lekcję.
-Gdzie zamierzam spędzić wakacje? Wraz z moimi rodzicami mam wyjechać za granicę. 
-To wspaniale.
 Lekcja toczyła się normalnie. Patrząc na swoich kolegów i koleżki widziałem w ich twarzach smutek. Każdemu z nas było trudno, ale, mimo to postanowiliśmy trzymać się razem. To było najlepsze wyjście. 
Zadzwonił dzwonek. Wyszedłem z klasy. Na końcu korytarza przy drzwiach zobaczyłem Państwo Fiertke. Podszedłem do nich. 
-Witaj Joep.. my...
-Coś się stało?-zapytałem.
-Znaleźliśmy, to. Była do niego doczepiona karteczka, na której było napisane byśmy ci to przekazali. 
Spojrzałem na gruby zeszyt. Otworzyłem go. Byłem zaskoczony. Do oczy napłynęły mi łzy. 
-Czy, to..?-zapytałem.
-Tak. 
Małżeństwo wyszło z budynku szkoły bez żadnego więcej słowa. Ja przytuliłem zeszyt, a potem powąchałem go. Mogłoby, to się wydawać dziwne, jednak nie przejmowałem się tym. Poczułem różany zapach. Wspomnienia zaatakowały mnie niespodziewanie. Tak bardzo chciałbym cofnąć czas...

Obserwatorzy